sobota, 21 czerwca 2014

Healthy life


Cześć czytelnicy!
Witam się z Wami po dość długiej przerwie, niestety w tym wypadku była to siła wyższa, ponieważ, nie wiem czy można by tak to ująć firma zajmująca się internetem w moim domu miała ostatnio awarię i nawet dzisiaj wszystko nie działa w pełni sprawnie, ale mam nadzieję, że już niedługo wszystko będzie w porządku.

A więc tak, zbliża się lato i oczywiście wakacje... Całe te plaże, baseny, wyjścia na miasto, obozy, kolonie, a w moim przypadku wycieczka klasowa i tak wiem, pewnie dziwi Was, że dopiero teraz, ale były małe problemy w związku z jej organizacją, dlatego jest przewidziana na 23-24.06, czyli już za tydzień. Później już tylko kilka dni i będzie trzeba pożegnać się z podstawówką. Takie jest już życie, kończy się jedno, a zaczyna drugie. Nie będę się tu jednak rozklejać, bo trzeba się zająć głównym tematem tego posta, czyli "Healthy life", co po polsku znaczy "zdrowe życie". Większości osób pod koniec czerwca nic się nie chce, w moim przypadku mózg jednak zupełnie inaczej. Słysząc, że do końca szkoły zostało już tylko kilkanaście dni od razu mam ochotę jakoś porządnie wykorzystać te dni. W tym roku napłynęło mnie do ćwiczeń i uwaga, uwaga... Przygotowaniem się do pierwszej klasy, tak, tak wiem. Jestem dziwna. Głównym tematem tego posta jest jednak, to co robię dla zdrowia, więc bez dłuższego przedłużania, zaczynajmy!

Z wagi jestem osobą dość chudą (44 kg na 1.60 m), więc nie potrzebuję zbyt wiele, ale moja kondycja pozostawia wiele do życzenia, dlatego postanowiłam w tym roku zabrać się za dwa challange: "Squat challange" i "Crunch challange",  pierwszy polega na robieniu przysiadów, a drugi na robieniu brzuszków. Bardziej przypasował mi chyba ten z brzuszkami, bo mam małe problemy ze stawami i nie za bardzo "podoba im się" to, że muszą się zginać po prawie sto razy. Aktualnie jestem na szóstym dniu i nie widzę jakiś konkretnych efektów, ale to dopiero 1/6 całego challange'u. Nad jedzeniem się jednak za bardzo nie roztkliwiam staram się tylko ograniczać słodycze (ograniczam się do jednego do dwóch lodów dziennie. hahah :D), nie wiem czemu, ale ostatnio często jem tosty, np. z jagodami Kamczatki (szczerze polecam, ja mam w ogródku, ale w sklepie może też je znajdziecie), truskawkami, a tak bardziej, żeby się najeść to z topionym serem pokrojonym w kostkę, szynką i pomidorem. Taka właśnie jest moja "dieta". Mam nadzieję, że uda mi się jakoś przez to przejść. A dla Was mam zdjęcia (jak zwykle) mojego asortymentu żywieniowego i trochę codziennej mieszanki zdjęć. :D




Gdy przerwa w diecie... CZAS NA DESER. Szczerze polecam przekładaniec: zimne lody, ciepły budyń, zimne lody, owoce. Dzięki parowaniu lodów na dole wszystko nabiera objętości, więc jadząc nie czujemy się syci i ospali. Odczucie smakowe przypomina jedzenie super lekkiej pianki, bądź bitej śmietany bez tłuszczu. :))



Wspomniane już wcześniej tosty z jagodami i truskawkami.


   


Tutaj przedstawiają się moje małe zabawy z edytorem zdjęć w telefonie.


A tutaj, żeby nie było nadmiaru jedzonka, macie moje dzieło z ostatnich zajęć artystycznych. Postawiono nam modelkę tyłem. Tak, tak wiem, że nie ma idealnej wagi, i nie, nie jest to efektem złego narysowania. :P 
Wykonanie: pastela sucha, format: 70x100cm, czas powstawania pracy: ok. 2,5-3 godz.



(Post miał być opublikowany ok. tygodnia temu, ale nie miałam zdjęć, więc nie chciałam go wstawiać. Z góry przepraszam.)

środa, 4 czerwca 2014

I'm very, very happy! - Music School

Hejka moi mili!
Piszę dziś spontanicznie, ponieważ chwilę temu wróciłam ze szkoły muzycznej. Pochwalę się, że egzamin mam już za sobą. Niby się mega stresowałam, do sali wchodziłam cała w nerwach, a jak skończyłam ledwo stałam na nogach. Po kolejnych trzech osobach nareszcie podeszła do mnie moja pani od fortepianu, bałam się mega, mega bardzo (!), na szczęście powiadomiła mnie o .... uwaga, uwaga.... PIĄTECZCE! Ponoć zagrałam lepiej niż na poprzedniej lekcji, co mnie zdziwiło, wydawało mi się, że myliłam się prawie ciągle i zmieniłam rytm, ale z nauczycielem w końcu się nie dyskutuje. xD Zastanawiam się czy w najbliższym czasie nie przesłać Wam filmiku z moim "pięknym" wykonaniem egzaminacyjnych utworów, ale o tym później. Jak na razie tryskam radością i chcę uściskać cały świat! Po tym stresie, ciągłym ćwiczeniu, mogę teraz w spokoju zacząć blogować, uczyć się, planować wakacje, robić zdjęcia...





Mam nadzieję, że dla Was ten dzień był przepełniony radością. Dużo dobrego i do zobaczenia w następnym poście! :)

sobota, 31 maja 2014

Smile on my face...

Hejo czytelnicy!

Weszłam dzisiaj na bloga z myślą wstawienia czegoś typu: "Mój dzisiejszy outfit" lub jakiegoś tagu. Wpisałam, więc jak zwykle link i po zjechaniu myszką w dół moje plany zostały natychmiast odsunięte na dalszy plan. Oczom nie wierzyłam, w ciągu paru ni od mojej nieobecności na blogu pod postem pojawiło się czternaście komentarzy! Jak zaczęłam się śmiać to do teraz nie schodzi z niej uśmiech. Bardzo dziękuję wszystkim czytelnikom za to i pozdrawiam. Tak, wiem, że nie jestem jakaś sławna i to dopiero mój trzeci post, ale to, że ludzie wchodzą na Twojego bloga i podoba im się to co piszesz sprawia, że serce Ci rośnie. 

Nie martwcie się jednak, post nie obędzie się oczywiście na tym. Z powodu mojej aktualnej euforii przygotowałam dla Was tag pt."10 rzeczy dzięki którym się uśmiecham" (Z góry uprzedzam, że kolejność jest przypadkowa, to taka mała anegdotka, jeśliby ktoś z moich znajomych by to czytał. :P)


1. Zwierzaki
Moja ferajna składa z dwóch zwierzaków, czyli china japońskiego i cocker spaniela angielskiego. Oba mają po około 3-4 latka. W domu urzęduje też york, ale nie jest mój. Psiaki te powoduję chyba najszerszy uśmiech z gromady zwierząt na tym globie. Kocham wygłupy mojej chinki, która, co charakterystyczne dla tej rasy, ma ciągły katar i psika po prostu najsłodziej na świecie. :)


Jak można nie śmiać się ze stron właśnie do tego przeznaczonych. Moją jak na razie ulubioną jest YAFUD, czyli stronka z historiami, podpisywanymi skrótem Yet Another Fucked Up Day (YAFUD), który w wolnym tłumaczeniu oznacza: "I znów kolejny zwalony dzień". O pozostałych dwóch, chyba nie ma o opowiadać, bo raczej każdemu się obiły o uszy. 

3. Przyjaciele, rodzina
Nic dodać, nic ująć.W gronie przyjaciół zawsze jest zabawa, a pełna rodzina musi dawać szczęście. :))

4. Jedzonko
Przygotowywanie jedzenia daje mi wielką radość, kocham gotować, ale ostatnio mam też fazę na jedzenie. Moi faworyci w tym miesiącu to mufinki, arbuzy, truskawki oraz poziomki.










5. Dobre oceny
Bo komu to nie sprawia radości? :D

7. Pogoda
Ciepło, 30° C, gdy pada kaloryferek, kocyk... Ahh...


8.Wy - cytelnicy
Nie wiem, nawet co by tu napisać.

9. Przerwa, sen
Po dniu pełnym pracy w szkole przerwa i sen to po prostu niebo.

10. Zdjęcia, obrazy
Doskonałe zdjęcia, robienie ich, kocham je oglądać...





A co Wam sprawia szczęście?





(Wszystkie zdjęcia oprócz tych przy punkcie 4."Jedzonko" są z Google, jeśli naruszam tutaj czyjeś prawa autorskie, to proszę wpisać w komentarzu, zdjęcie zostanie wtedy usunięte i z góry przepraszam.)

czwartek, 15 maja 2014

What I eat at school?

Hejka!
Tematem dzisiejszego posta jest jak nazwa wskazuje: jedzenie, a konkretnie jedzenie w szkole.
W domu nigdy nie jadam śniadania, więc koło drugiej, trzeciej przerwy robię się głodna. Kupuję wtedy w sklepiku szkolnym małe "drugie śniadanie", zwykle jest to bułka pszenna z masłem szynką lub szynką, masłem, pomidorem, ogórkiem, sałatą i rzodkiewką. Osobiście bardziej podoba mi się opcja bez warzyw, bo jeśli nie zjem wsztystkiego przez przerwę w której ją kupię (a po staniu w kolejce do sklepiku nie mam wiele czasu) całe ciasto rozmięka i nie jest to zbytnio apetyczne. Przy okazji zakupu bułki potrzebne jest również picie. W ostatnim semestrze zagłosowałam w soku pomarańczowym firmy "Tymbark", niestety jestem trochę uczulona na pomarańcze i nie mogę spożywać zżdnych jej przetworów w nadmiarze. Dlatego po pół roku picia codziennie 200ml soku się uczuliłam i nie będę mogła go tak jeszcze z 7-8 miesięcy. Aktualnie zaplanowałam w owocowym "Żywcu zdróju" akurat dzisiaj w truskawkowym.Dla moich kubków smakowych nie jest to nowość, piłam go notorycznie w zeszłym roku, ale miałam "przerwę", więc nie pamiętam dokładnie smaku. 


To by było na tyle mam nadzieję, że post Wam się spodobał.

wtorek, 13 maja 2014

Witam Was kochani!

Witam Was kochani! 
To mój pierwszy post na blogu, więc postaram się Wam w skrócie objaśnić jak to ze mną jest. Jestem Gusia i mam 13 lat. Interesuję się muzyką, plastyką i blogowaniem. Będzie można, więc z tego ułożyć jakieś ciekawe posty. 

Długo zastanawiałam się nad prowadzeniem bloga, ponieważ nie jest to mój pierwszy. Przy pisaniu tego posta byłam też dość sceptyczna. Mój problem polega na... zdjęciach, tak zdjęciach, ale nie mowa tu o tym, że nie mam aparatu, czy coś w tym stylu posiadam całkiem znośną cyfrówkę. Chodzi tu o moją twarz, nie jestem jakaś nie wiadomo jak brzydka, nie chcę jednak by moje zdjęcia pojawiały się w internecie (nawet nie mam profilowego na facebook'u), informuje Was o tym już na samym wstępie, wiem, że niby nic mi się nie stanie, a obniża to popularność bloga nie chodzi o to, dobra zamknijmy już ten temat. Zdjęcia będą np. krajobrazy, DIY, zwierzęta, ubrania itp. są mile widziane, ale twarze: nope. Kiedyś, w dalekiej, dalekiej przyszłości może, ale przez najbliższy rok (nie wiem nawet, czy dotrwam) pożegnajcie się z tą wizją. Ok, dosyć zrażania do siebie potencjalnych czytelników. ;p 

Na blogu będę pisała o wszystkim: moim życiu, szkole, modzie oraz innych blogach i kanałach na YouTube. Zainspirowała mnie oczywiście Lucy, każdy zna chyba jej blog, więc nie ma potrzeby linkowania i nietypowo blog MeryandBlue, tu już będzie link. 
No to by było na tyle. Zostawiam Was ze zdjęciami moich truskawek, (tak są moje i już dojrzałe) następny post powinien pojawić się niedługo. 
Do zobaczenia!


(aparat w telefonie 8Mpx)